Opowiastka

29.09
Słońce przygrzewało mocno. Spałem sobie spokojnie, gdy nagle...
- Ojej! Co się dzieje? - usłyszałem krzyki mych towarzyszy. /Tak ich nazwałem, choć właściwie się nie znaliśmy/. Nic oczywiście nie widziałem, ale te dziwne okrzyki bólu i odgłosy upadających przedmiotów bardzo mnie zaniepokoiły. Wszystko trwało nieprzerwanie aż do wieczora, kiedy zasnąłem.
02.10
Miewam teraz w nocy straszne sny, a w dzień nasłuchuję i chyba zaczynam domyślać się, co się dzieje.
03.10
Już wiem! Spałem spokojnie i marzyłem o chwili, kiedy to ja...
05.10
Ciągle nic. Chyba zwariuję z niepewności. Padał deszcz.
06.10
Piękna pogoda. Może dziś?
08.10
Coś drgnęło. Już zaczynam widzieć. Na razie niewiele, tylko w jedną stronę. Tam właściwie nic nie widać. To jest chyba niebo a po nim płyną chmurki.
10.10
Byłem pewny, że to będzie wczoraj, ale cóż, takie jest życie. Łatwo powiedzieć. Zawsze mam być ostatni?! Ale czy ostatni znaczy gorszy? Te myśli nie dają mi spokoju.
11.10
Szparka powiększa się z każdą chwilą. Ojej! Auu! Gdybym mógł, to podskoczyłbym jeszcze raz. Piszę jeszcze raz, bo to odbicie nazywam podskokiem. Radość mnie rozpiera, że to już.
12.10
Tyle nowych wrażeń. Poznałem mych towarzyszy, są w porządku. Jesteśmy teraz kumplami. Wiedzą oni już dużo o tym nowym życiu.
Każdy chce poleżeć tu jeszcze niezauważonym przez kilka dni. Ja też.
13.10
Chyba jest niedziela. Tak wiele osób wybrało się na spacer. Ja zamykam oczy i myślę, że jestem małym ziarnkiem piasku, aby nikt mnie nie zauważył. Chcę tak leżeć w ciepłym posłaniu traw i wygrzewać się w słońcu.
Ten facet to się chyba uwziął! Chodzi w kółko i wybiera nas jak rodzynki z placka. Przeszedł już koło mnie 2 razy. Odchodzi. Uff.
Ratunku!!! Wrócił! Zauważył mnie - wielka ręka wyciąga się w moim kierunku, chwyta mnie, podnosi i trzyma wysoko.
Czego ja się głupi bałem. Nie doświadczyłem jeszcze dotąd tak przyjemnego uczucia jak to, gdy leżałem tak na dłoni. Czułem się mimo wszystko wybrańcem.
Dzień skończyłem w kieszeni razem z innymi.
16.10
Co tu się dzieje! Ludzie!
Jest nas tu sześciu, mały kawałek papieru z dziurkami i okrągła blaszka. Wszyscy wyczekują chwili, kiedy ręka się wsunie. Wczoraj było chłodno i była u nas częstym gościem. Jeden przez drugiego pchamy się, aby przytulić się do ciepłych palcy i pobyć jak najdłużej.
Nie chwaląc się, muszę przyznać, że ostatnio TO JA JESTEM NAJCZĘŚCIEJ TRZYMANY.
21.10
Coś nowego. Wyjęto nas i położono na stole. Możemy przyjrzeć się sobie. Fakt niezbity - jestem najgładszy z nich. Przybyło im dni i bardzo postarzeli się.
Do tego faceta dołączył jakiś chłopaczek. Zamierzają zrobić z nas /to straszne!/ jakieś potworki z nogami i głowami. Na co mi głowa i te głupie nogi. Lubię siebie takim, jakim jestem. Na tych sztucznych nogach i tak nigdzie nie zajdę.
Leżę spokojnie. Staram się nawet pocieszać kumpli. Już dwóch przecięli na pół. Reszta drży ze strachu. Zrobili już coś, co nazwać można koniem. Ja na razie zostałem z kolegą nietknięty.
Chłopak bierze mnie. Scyzorykiem kłuje mnie w głowę. Boli okropnie, ale przeżyję tę jedną dziurę, byle móc tu jeszcze zostać. W rezultacie zrobiono ze mnie brzuch ludzika i ustawiono na półce.
Mam co prawda 5 dziur, ale nic to. Przeżyję pierwszą w życiu zimę stojąc w ciepłym pokoju na półce z innymi potworami.


KATE

[Strona główna]