La Borie Noble


"Wszyscy jesteśmy przechodniami i pielgrzymami. Zapalmy więc na skrzyżowaniu ogień, jako posłanie dla Odwiecznego /.../"
(Z "Modlitwy Ognia", L'Arche)


Godzinę temu pożegnałem wybrzeże Morza Śródziemnego, zamieniając widok kolorowych jachtów kołyszących się wśród lazurowej toni Zatoki Lwa na złociste pejzaże gór Langwedocji. Pociąg mija bezludne tereny dzikiego płaskowyżu Larzac, kamienistego i nieurodzajnego, jakby niedostępnego dla zwykłych śmiertelników. To właśnie w tych okolicach szerzyły się w Średniowieczu ruchy religijne, których działalność bezpośrednio przyczyniła się do powstania Inkwizycji. Niepokorne południe Francji przez szereg lat było powodem niepokojów papieży. Niedaleki Avignon stał się nawet konkurencją dla Rzymu jako Stolicy Apostolskiej.
Około roku 1180 tereny te nie podlegały świeckiej władzy króla Francji ani... faktycznie duchownej Rzymu. Rozwijała się na nich przedziwna kultura będąca połączeniem pierwiastków Wschodu i Zachodu posiadająca nawet własny język "Langue d'Oc" (w którym Dante według początkowych planów zamierzał napisać "Boską komedię"). Tu głosił swoje przesłanie ubóstwa Piotr Waldo, potępiony w 1184 przez papieża Lucjusza, chociaż jego przesłanie nie odbiegało znacznie od poglądów żyjącego sto lat później Św. Franciszka.
Obecnie cała okolica sprawia wrażenie zupełnie wymarłej; ani śladu waldensów czy katarów potępionych, ekskomunikowanych i wyniszczonych przez krucjaty i działalność Inkwizycji. Od czasu do czasu dostrzec można tylko pojedyncze domy, zwykle opuszczone i zaniedbane czy ruiny kościołów.
"Mesdames et Messieurs! Zbliżamy się do Les Cabrils!" Maleńka stacyjka położona w sercu doliny, na wysokości przeszło 700 m npm. Kilka budynków bez szyb w oknach, wokół preriowy krajobraz dzikiego zachodu.
Jestem jedynym, który odważa się tu wysiąść - i nie dziwi mnie to. Ten, z którym mam się spotkać zawsze wybiera podobne miejsca. Rozglądam się ciekawie dookoła - jest! Stoi schowany pod cieniem drzewa, z lekkim uśmiechem na ustach.
Podchodzę powoli ciekawy i świadomy nieuchronności przyszłych wydarzeń.
- Cześć Mistrzu- odzywa się pierwszy, jak zawsze z nutą niecodziennej radości.
- Cześć Benedykt- odpowiadam równie prosto- dawno Cię nie widziałem...
- Masz rację Przyjacielu, prawie dwa miesiące, ale jak wiesz czas szybko leci. Chcę ci coś pokazać!
- Świetnie!- tym razem już nie ukrywając irytacji pozwalam sobie powiedzieć to, co myślę - Chyba zdajesz sobie sprawę, że zrobiłem dwa tysiące kilometrów po otrzymaniu twojego listu: "Przyjeżdżaj, Les Cabrils w Górnej Langwedocji. Benedykt"?!
- Dokładnie 2350 kilometrów - poprawił mnie mimochodem- Ale sam wiesz: Gdybym napisał o co chodzi - przyjechałbyś?
- Wiesz, że nie! Nie interesuje mnie to, co znam. A więc chciałeś mi coś pokazać?
Benedykt nie odpowiadając ruszył w stronę niebieskiej tablicy z namalowanym dziwnym białym krzyżykiem i strzałką skierowaną w pobliskie zarośla. Rzeczywiście, wskazywała coś w rodzaju ścieżki, której stan wskazywał na to, że ktoś już kiedyś nią szedł. Ruszyłem więc i ja za tym kimś i za Benedyktem, który miał mi coś do pokazania...
Droga prowadziła w górę korytem wyschniętego potoku, co jakiś czas znikając wśród gęstych, ciemnozielonych bukszpanów. W tym momencie przypomniałem sobie zdarzenie, które miało miejsce poprzedniego dnia. Stacja kolejowa, do której zdążałem jest zbyt mała i nie figuruje na mapie Francji, którą miałem ze sobą. Inna sprawa, że jest to niezwykle dokładna, czteroczęściowa mapa... Na dworcu dowiedziałem się o której godzinie odjeżdża jedyny pociąg do Les Cabrils, dla pewności pytając jeszcze o szczegółową mapę tych okolic. Siedzący w okienku pracownik SNCF (kolei francuskich) spojrzał na mnie badawczo i powiedział sciszając głos: - "Tam, dokąd jedziesz nie będziesz potrzebował mapy. To tylko kilka kilometrów od stacji... Pokój, siła i radość niech będą z Tobą..." Nic z tego nie zrozumiałem, ale w końcu wszystko było przede mną!
Rzeczywiście- nie było daleko, po dwudziestu minutach doszliśmy do kolejnej niebieskiej tablicy z identycznym jak poprzednio białym krzyżykiem i napisem: "L'Arche. Wszystkich zainteresowanych życiem Non Violence zapraszamy od godziny 15 do 18. Poza tym czasem nie jesteśmy w stanie wam służyć. Bardzo prosimy, abyście uszanowali naszą pracę i nie przeszkadzali nam. Pokój, siła, radość."
- Piękne dzięki, Benedykt - powiedziałem zrzucając plecak przy pobliskim kamieniu - Mamy teraz czekać prawie pięć godzin na tym pustkowiu?!
- Spokojnie, przyjacielu - jak zwykle nic nie rozumiesz. Ta tablica ciebie nie dotyczy.
- ???
- Nie jesteś zwiedzającym, zostaniesz tu na dłużej. W "domu" już na ciebie czekają, wszystko załatwiłem. Powołaj się tylko na mnie.
Benedykt zdążył jeszcze powiedzieć "Powodzenia" i jak można się było tego po nim spodziewać - zniknął, zostawiając mnie samego pośrodku Gór Langwedocji...
* * *
Lanza del Vasto, późniejszy założyciel rodziny wspólnot L'Arche, urodził się 29 września 1901 roku we Włoszech. Studia filozoficzne, które odbywa na Uniwersytetach we Florencji i w Pizie rozbudzają u niego fascynację bogactwem religijnym Wschodu. W 1936 roku wyrusza bez pieniędzy jako pielgrzym do źródeł Gangesu by odkryć, jak mówimy potocznie - "sens życia". 29 stycznia 1937 w miejscowości Wharda w południowo - wschodnich Indiach spotyka Mahatmę Gandhiego i zostaje jego uczniem, otrzymując imię "Shantidas" (Sługa pokoju). W Indiach Lanza del Vasto pisze swe podstawowe dzieło "Le pelerinage aux sources" (Pielgrzymkę do źródeł), w którym zawiera projekt utworzenia "małej fraterni ludzi o różnych pragnieniach w celu nauki wspólnego życia według reguł Oehimsa i Swadeshi".
La Borie Noble to obecnie najstarsza (założona w 1962 roku) wspólnota Arki. Na jej terenie znajdują się trzy osady: La Fleyssiere, Nogaret i La Borie, liczące razem ponad 100 mieszkańców. Te trzy wspólnoty gospodarują w rozległej górskiej dolinie płaskowyżu Larzac. Członkowie wspólnoty - zarówno małżeństwa jak i osoby stanu wolnego - składają sluby służby braciom w oparciu o wskazania gandhyjskiego bezgwałtu: pracę rąk, poszukiwanie i doskonalenie wewnętrzne, wzajemną pomoc i życie wspólnotowe, prostotę, zaangażowanie na rzecz pokoju i sprawiedliwości. Wszyscy są wegetarianami.
* * *
Po zniknięciu Benedykta pomedytowałem chwilę nad możliwością odwrotu ustalając co następuje:
1). Pociągu dzisiaj już nie będzie, ten którym przyjechałem był jedyny.
2). Do najbliższego miasteczka mam ponad dwadzieścia kilometrów marszu dzikimi ścieżkami wśród gór, nie mając w dodatku dokładnej mapy.
3). Na autostop można liczyć na tym odludziu z równym powodzeniem jak na metro.
Konkluzja: Nie ma wyjścia - trzeba iść. Do przodu Homo transgressivus! Pełen determinacji założyłem więc plecak i ruszyłem ku przeznaczeniu.
Za kolejnym zakrętem stanąłem jak wryty: w sercu doliny rozpościerała się duża osada w stylu hiszpańskiej hacjendy złożona z kilkunastu murowanych domów. Na największym z nich, znajdowała się wysoka dzwonnica. Wokół zauważyłem kilkunastu pracujących ludzi. Kiedy się do nich zbliżyłem jedna z postaci, jakby znajoma, wybiegła mi na spotkanie...
- Yarreck, c'est toi?- wykrzyknęła dziewczyna- Czy to naprawdę Ty?
- Tak to ja! Ale co Ty tu robisz? Nie sądziłem, że spotkam Cię na tym odludziu!
Anję bo tak nazywała się młoda dziewczyna, poznałem poprzedniego roku w Północnej Francji. Pochodziła z Niemiec, z okolic Essen. Przed dwoma laty opuściła swój dom porzucając wygodne życie by pracować wspólnie z niepełnosprawnym.
- Teraz jestem tutaj, przyjechałam do L'Arche kilka miesięcy temu. Chodź, przedstawię cię innym!
L'Arche jest wspólnotą wielowyznaniową. Jak tłumaczy mi przełożona domu: "niezależność L'Arche wobec kościołów, ruchów religijnych czy politycznych pozwala przyjąć każdego w poszanowaniu jego własnych dróg i tradycji. Nie ma w niej miejsca tylko dla sekciarstwa i fanatyzmu." W "domu" mieszkają i modlą się wspólnie zarówno katolicy jak i protestanci.
Poznaję ludzi różnych narodowości: Niemców, Anglików, Francuzów, Kanadyjczyków, Hiszpanów, Czechów. Kiedyś we wspólnocie byli i Polacy - opowiada z uśmiechem jedna z napotkanych kobiet - dwójka biednych dzieci adoptowanych z Polski. Początkowo były strasznie rozczarowane - przyjechały do bogatego kraju, o którym słyszały tak wiele opowieści i trafiły na spartańskie warunki życia. Ale, dodaje, nie sądź, że czegoś im tu brakowało. Od kilku lat są już dorośli, założyli rodziny. Czasem nas odwiedzają...
Zwiedzam teren wspólnoty: kuźnia, młyn, przędzalnia, piekarnia, mleczarnia wytwarzająca doskonałe sery francuskie... Wspólnota stara się być samowystarczalna i wyzwolona spod dyktatury systemów ekonomicznych. Żywności dostarczają okoliczne pola i ogród warzywny. Niestety nie wszystkie uprawy udają się w tym rejonie. Od wielu lat wspólnota musi kupować zboże niezbędne do wypieku chleba, gdyż dzikie świnie niszczą wiosenne zasiewy.
W pracach polowych mieszkańcy nie stosują zdobyczy nauki: nawozów, środków ochrony roślin itp. Członkowie wspólnoty ograniczają swoje potrzeby tak, by "nie wpaść w sidła życia konsumpcyjnego i nie uczestniczyć w grabieży trzeciego świata". Ubierają się niezwykle skromnie. W mroźne dni zakładają wełniane białe pancha własnej produkcji. W porównaniu ze wspaniałymi strojami, do których przywykłem na ulicach Paryża, przypominają żebraków.
Na znak protestu przeciwko elektrowniom atomowym, które dostarczają większość energii elektrycznej Francji, we wspólnocie nie używa się prądu elektrycznego do oświetlenia. Również praca na roli nie jest zmechanizowana - jedynie przy pomocy koni. Dziwi mnie tylko obecność nowoczesnej elektrycznej maszyny do pisania no, ale w końcu zostaje jeszcze kilka procent energii elektrycznej uzyskiwanej z konwencjonalnych źródeł...
Dzień powszedni
Modlitwa i cisza
"Modlitwa jest kluczem poranka i ryglem wieczoru." /Gandhi/
We wspólnocie L'Arche dzień zaczyna się wcześnie (6 rano) indywidualnymi ćwiczeniami Yogi. Po ćwiczeniach następuje półgodzinny czas cichej medytacji. Jej znaczenie wyraził w następujący sposób Lanza del Vasto: "Cisza zawiera wszystkie możliwe słowa... Słowa służą komunikacji, cisza- komunii."
O siódmej wszyscy mieszkańcy gromadzą się na wspólnej modlitwie w największej sali "La Borie" zwanej `Salą wspólnoty'. Przed wejściem należy pozostawić obuwie. W środku nie ma krzeseł - siada się na ryżowych matach rozpostartych wprost na podłodze. Na ścianie nad kominkiem wiszą dwie fotografie brodatych mistrzów: Mahatmy Gandhiego i założyciela L'Arche - Lanzy del Vasto. Prostej modlitwie, na którą składają się również teksty chrześcijańskie przewodniczy ktoś z najstarszych członków wspólnoty. Na jej zakończenie wszyscy witają się wymieniając pocałunek i podając swoje imię. Podobnie przebiega też modlitwa wieczorna. Wieczorem uczestnicy gromadzą się wokół zapalonego ognia - symbolu obecności Boga rozpraszającego ciemności.
Każdy Piątek jest dniem indywidualnego postu i ciszy. W tym dniu udział w modlitwach nie jest obowiązkowy.
Walka z niesprawiedliwością
"Czas poświęcony na dążenie do zgody nigdy nie jest czasem straconym." /Lanza del Vasto/
Każdego dnia Wspólnota modli się za pokój na świecie, a w szczególności za narody byłej Jugosławii, czując się współodpowiedzialną za każdą krzywdę wyrządzoną człowiekowi.
Od 1956 roku bierze również udział w rozmaitych kampaniach propagujących nieużywanie przemocy: przeciw wykorzystywaniu w jakiejkolwiek formie energii atomowej, wojnie w Algierii, wysiedlaniu chłopów Larzacu z powodu budowania bazy wojskowej. Podczas mojego pobytu w L'Arche czterej członkowie wspólnoty przebywali w Jugosławii w celu ustalenia sposobów pomocy dla ludności cierpiącej z powodu wojny. Każda wiadomość telefoniczna jaka docierała od podróżującej ekipy Jean-Luc'a była natychmiast żywo komentowana przez mieszkańców "La Borie".
We Francji wojna w ex-Jugosławii jest ciągle tematem numer jeden codziennych rozmów. Pamiętam, jak pierwszego dnia podeszła do mnie siwa staruszka pytając: - "Czy w Polsce trwa teraz wojna?"
Pomyślałem chwilę o aktualnej sytuacji w naszym parlamencie. Ale żeby od razu wojna? - Nie, raczej nie - odpowiedziałem.
- To dobrze- ucieszyła się po czym zapytała:
- Polska leży na południe od Rumunii, czyż nie?
- Nie! Na północ!
- No właśnie...
Praca
"Kształtując rzeczy człowiek kształtuje siebie." /Lanza del Vasto/
We wspólnocie wszystkie zasoby są wspólne, "każdy daje z siebie ile może, a otrzymuje tyle, ile mu potrzeba"(ewentualne uśmiechy są tu naprawdę nie na miejscu). W "La Borie" nikt nie jest do niczego przymuszany, jednak praca wypełnia mieszkańcom ponad 8 godzin dziennie. Dzięki pracy rąk każdy potrafi zapewnić sobie to, co jest mu niezbędne do życia, nie otrzymując przy tym żadnego wynagrodzenia.
Rozmawiam z Christine, która jest we wspólnocie od 6 miesięcy: -Dlaczego tu przyjechałam? Widzisz, pragnę życia prostego. Bez spraw, którymi trzeba się zajmować chociaż nie ma się na to ochoty. Kilka lat temu miałam dobrą posadę: zarabiałam i wydawałam pieniądze. I tak każdego dnia: wykonywałam dużo czynności tylko po to, by zdobyć pieniądze. W tej wspólnocie odkryłam wewnętrzny spokój a moja praca zapewnia mi akurat tyle, ile potrzebuję do życia.
Podczas czasu przeznaczonego na pracę co godzinę odzywa się dzwon wyznaczając krótki moment ciszy. Jest to okazja do wewnętrznego skupienia i oderwania się od wykonywanej czynności. Moment przerwy służy uświadomieniu sobie własnej "obecności", aby praca nie uczyniła z człowieka niewolnika.
We wspólnocie mieszka dużo rodzin z dziećmi. Codziennie o 7.30 słychać ich głośne rozmowy, gdy czekają na furgonetkę odwożącą je do najbliższej szkoły w Lodeve - miejscowości znajdującej się w odległości 20 km od La Borie. Zadaję Christine pytanie: - Czy nie sądzisz, że dzieci wychowujące się w La Borie są prawie całkowicie pozbawione kontaktu ze światem na skutek decyzji rodziców o przyłączeniu się do L'Arche? Bez prądu elektrycznego, telewizji, centralnego ogrzewania. Czy dadzą sobie radę w normalnym życiu, gdy będą już dorosłe?
Odpowiada mi z takim samym uśmiechem, jaki gości na ustach wszystkich w La Borie: - Dzieci są tutaj tylko do czasu osiągnięcia pełnoletniości, później same decydują o swoim życiu. Żyjemy skromnie, ale dzieci mają wszystko co jest im niezbędne. Spójrz na te zabawki rozrzucone wokół - leżą tutaj przez cały rok, są wspólne, nikt ich nie kradnie. To dziwne ale gdy dzieci wyjeżdżając do miasta, doskonale zdają sobie sprawę z rządzących w nim praw: wiedzą na przykład co jest drogie, co tanie. Wspólne życie we wspólnocie daje im natomiast niezwykły dar otwartości, zdobywania przyjaźni. Szybko zyskują szacunek otoczenia. Jeśli opuszczą L'Arche - nigdy nie są samotne.
Wspólne świętowanie
"Święto to dzieło Boga i celebrowanie jedności." /Lanza del Vasto/
Święto jednoczy członków wspólnoty we wspólnej radości i wdzięczności za wszystko, co zostało im dane. "Święto przypomina do czego dąży nasze życie." Od soboty po południu aż do poniedziałku rano praca ustaje w "La Borie".
W niedziele ten, kto chce może pojechać specjalną furgonetką do najbliższego miasteczka, aby wziąć udział we Mszy Świętej. Wspólnota zakupiła ten samochód od policji. "Kiedyś służył transportowi siły - teraz pokoju" - wyjaśnia, uśmiechając się kierowca. Najpierw furgonetka podjeżdża do sąsiedniej wspólnoty Nogaret, później jedziemy prosto do Roqueredonde, gdzie znajduje się kościół. No może niezupełnie prosto - brukowana droga wije się serpentyną na stokach gór. Często zakręty jakie musi pokonywać są zbyt ostre dla samochodu. Trzeba się zatrzymywać, cofać, skręt kierownicy, do przodu, skręt kierownicy... Cały czas furgonetka wisi nad przepaścią - jeżeli hamulce zawiodą...
W kościele Ksiądz czeka z rozpoczęciem Mszy na nasze przybycie - nic dziwnego, członkowie L'Arche stanowią ponad połowę w niej uczestniczących. Tu, na prowincji, wyraźnie widać postępy laicyzacji Europy Zachodniej.
W każdy czwartek wieczorem w La Borie odbywa się nauka tańców folklorystycznych z krajów Europy Środkowej, na którą są również zapraszani okoliczni mieszkańcy, niezrzeszeni w L'Arche. Przybywają również członkowie wspólnot: Nogaret i La Flayssiere. Spotykamy się w Sali Wspólnoty, silnie oświetlonej kilkudziesięcioma świecami. Od wielu lat naukę prowadzi Patric, chudy mężczyzna o niemożliwej do ustalenia narodowości. Tego dnia ćwiczymy tańce bułgarskie. Kiedy się przedstawiam jest wyraźnie zmartwiony - w swoich zbiorach kaset z muzyką nie ma żadnego poloneza...
W sobotę wybieramy się małą grupą zwiedzić pobliską cerkiew. Cerkiew tutaj? Na południu Francji wszystko jest możliwe! Monastyr leży w sąsiedniej dolinie położonej około 7 kilometrów od La Borie. Już z daleka widzimy charakterystyczny kształt budowli. Podchodzimy bliżej, jeszcze dwa zakręty i... stajemy jak wryci. Naszym oczom ukazuje się masywna betonowa budowla najeżona prętami zbrojeniowymi, przypominająca schron przeciwatomowy. Tak się teraz buduje... Na nasze spotkanie wychodzi batiuszka: młody, czarny habit, piwne oczy, czarna broda. Witam go po rosyjsku - oczy mu się rozszerzają - nie, mówi tylko po francusku. Do końca pozostaje dla mnie zagadką w jakim języku odprawia nabożeństwa...
Oprowadza nas po maleńkiej, ciasnej kaplicy prawosławnej pod wezwaniem Św. Benedykta (sic!). "Już za kilka miesięcy wierni przeniosą się do betonowego bunkra naprzeciwko" - mówi o tym z wyraźną dumą.
Po kilku dniach opuszczam La Borie. Pociąg odchodzi o siódmej rano. Wstaję i pakuję się w zupełnych ciemnościach nie zapalając świecy, aby nikogo nie zbudzić. Wracam tą samą drogą, którą tu przybyłem. Nad La Borie właśnie wschodzi słońce oświetlając okoliczne wzgórza. Na jednym z nich, wznoszącym się nad wspólnotą, znajduje się prosty kamienny obelisk bez żadnego napisu. Spoczywa pod nim Lanza del Vasto i jego żona Chantarelle, związani z La Borie przez całe życie.
Jarek
La Borie Noble 18-25 II 1993

"Boże prawdy
Nazywany różnymi imionami przez różnych ludzi,
Ale który jesteś Jeden, Jedyny i ten sam,
Który jesteś tym, który jest,
Który jesteś we wszystkim co jest.
W zjednoczeniu we wszystkim co jest połączone,
Który jesteś na wysokościach i w otchłani,
W bezkresie nieba i w cieniu serca
Podobny do najmniejszego nasiona /.../
Spraw, Panie, byśmy nie pragneli:
Być nasyconymi bardziej niż nasycać innych,
Być rozumianymi, niż rozumieć innych,
Być kochanymi niż kochać innych.
Gdyż to, co dajemy- otrzymujemy,
To jest nam wybaczone, co wybaczamy,
To co w nas umiera w równym stopniu rodzi się do życia wiecznego.
Daj nam, Panie, Pokój, Siłę i Radość,
I spraw, abyśmy dawali ją innym.
Amen."
/Z modlitw L'Arche/

[Strona główna]